Iluzja Góry Lodowej. Widzisz tylko szczyt. Nigdy to co pod wodą.
Share
Patrzysz na kogoś kto ma markę i myślisz: "ja tego nie osiągnę." Ale zacząłeś obserwować tę osobę gdy już miała markę. Nie widziałeś lat gdy jej nie miała.
Jest taki moment który zna każdy kto próbował zacząć budować markę osobistą.
Wchodzisz na LinkedIn. Widzisz kogoś kto ma tysiące obserwujących, świetne posty, zaproszenia na konferencje. Profil dopracowany. Treści spójne. Wszystko gra.
I czujesz jedno z dwóch. Albo podziw. Albo zniechęcenie.
Zniechęcenie bierze się z prostego błędu poznawczego. Porównujesz swój dzień pierwszy z czyjimś dniem pięćset.
Wiesz co jest pod wodą tej góry lodowej?
Widzisz szczyt. Dopracowane nagrania, pewny głos, sprawna kamera.
Nie widzisz tego co było pod wodą.
Pierwszych nagrań robionych bez mikrofonu, z laptopowym dźwiękiem który brzmiał jak kubeł z deszczem. Postów które dostały zero reakcji i leżały w sieci jak list do nikogo. Miesięcy gdy statystyki stały w miejscu a wszystko wskazywało że to nie ma sensu. Wersji siebie z dwa lata temu która patrzyła na te same liczby i zastanawiała się czy warto kontynuować.
Wiem o tym bo mówię o sobie.
Stworzenie solidnej marki Typa od RODO zajęło mi minimum dwa lata. Pierwsze nagrania były kiczowate. Słaba jakość. Zero mikrofonu. Trema którą słychać było przez ekran. Gdybyś je teraz zobaczył – pewnie byś się uśmiechnął.
I wiesz co? W porządku. Każdy gdzieś zaczyna.
Płaskowyż Ukrytego Potencjału*
Jest takie pojęcie które bardzo mi odpowiada gdy myślę o budowaniu marki.
Płaskowyż ukrytego potencjału.
Wyobraź sobie wykres. Na osi poziomej – czas i włożony wysiłek. Na osi pionowej – widoczne efekty. Przez długi czas wykres jest płaski. Prawie poziomy. Wkładasz pracę a efektów nie widać. Ten etap to właśnie płaskowyż.
Większość ludzi odpuszcza na płaskowyżu. Bo nie widzi postępu. Bo porównuje się z kimś kto jest już po skoku. Bo brakuje sygnału że to w ogóle działa.
Ale pod powierzchnią coś się buduje. Głos staje się pewniejszy. Myślenie o temacie staje się klarowniejsze. Kamera przestaje być wrogiem. Słowa układają się szybciej. Styl się krystalizuje.
To jest potencjał który rośnie niewidocznie. I w pewnym momencie – zazwyczaj bez zapowiedzi – następuje skok. Zasięgi rosną. Ktoś pisze "od dawna obserwuję." Pojawia się zaproszenie. Wpada klient który "słyszał o Tobie."
Skok przychodzi po płaskowyżu. Nie zamiast niego.
*Nazwa pochodzi z ksiązki "Atomowe Nawyki" Jamesa Cleara
Iluzja góry lodowej działa w dwie strony
Nie widzisz cudzego płaskowyżu.
Ale oni też nie widzą Twojego. Nie wiedzą jak długo działasz. Nie widzą postępów których jeszcze nie widać w liczbach. Nie mają pojęcia ile razy prawie odpuściłeś.
Kiedy za rok albo dwa będziesz tym "człowiekiem z marką" na którego ktoś patrzy z podziwem lub zniechęceniem – oni też zobaczą tylko Twój szczyt.
I też nie będą widzieć tego co teraz. Tych postów bez reakcji. Tych nagrań bez mikrofonu. Tego okresu gdy wszyscy dookoła mieli sukcesy a Ty miałeś plan.
Wprawa przychodzi z czasem. Zawsze.
Nie znam osoby która zaczęła budować markę dobrze od pierwszego dnia.
Znam za to wiele osób które zaczęły źle – i po roku były dobre. Po dwóch – bardzo dobre.
Jakość nagrania. Pewność w kamerze. Umiejętność pisania hooków. Wyczucie co rezonuje z odbiorcą. To wszystko są rzeczy których się uczysz robiąc. Nie planując że będziesz robić. Nie oglądając jak inni robią. Robiąc.
Z każdym nagraniem jesteś trochę lepszy. Z każdym postem trochę sprawniejszy. Z każdą reakcją trochę bardziej wiesz o czym warto pisać.
Ten proces jest niewidoczny z zewnątrz. Ale jest. I jest jedyną drogą do szczytu tej góry lodowej.
Nie ma skrótu. Jest tylko płaskowyż przez który trzeba przejść.
Jedyna zła decyzja to zejść z niego zanim nastąpi skok.
Realne pytania które dostaniesz po tym artykule:
FAQ
Ile czasu zajęło Ci zbudowanie marki i kiedy poczułeś że "to działa"?
Minimum półtórej roku, realnie dwa lata zanim pojawiły się pierwsze sygnały które można nazwać realnym efektem biznesowym. Nie zasięgi – bo te były wcześniej – ale moment gdy ktoś napisał że "od dawna obserwuje" albo gdy pojawił się klient który trafił przez markę a nie przez znajomości. Ten moment nie przychodzi z fanfarami. Zauważasz go dopiero patrząc wstecz.
Mam strach przed oceną. Boję się że moje pierwsze nagrania będą złe i ludzie się będą śmiać.
Będą złe. To jest pewne. Moje pierwsze nagrania były kiczowate, bez mikrofonu, z tremą którą słychać było przez ekran. Znajomi się śmiali i komentowali, mi to nie przeszkadzało, cieszyłem się że ktoś to ogląda. Na początku masz tak mało odbiorców że ryzyko publicznego zawstydzenia jest bliskie zeru. Paradoks startu polega na tym że właśnie gdy jesteś najgorszy – jesteś też najbardziej niewidoczny. To jest okno które warto wykorzystać.
Patrzę na innych w mojej branży i wszyscy już mają marki. Czy nie jest za późno?
W każdej branży większość "wszystkich" którzy mają marki zbudowała je w ostatnich dwóch, trzech latach. I w każdej branży za rok pojawi się ktoś kto zacznie teraz i za dwa lata będzie tym "wszystkim" na którego Ty będziesz patrzeć. Za późno jest tylko dla tych którzy czekają aż przestanie być za późno.
Jak długo trwa płaskowyż zanim pojawi się skok?
Nie ma jednej odpowiedzi bo zależy od branży, regularności i tego czy trafiasz w realny problem odbiorcy. Ale z obserwacji własnej i rozmów z innymi: w niszowych branżach B2B – między rokiem a dwoma. Pierwsze sześć miesięcy to zazwyczaj czysta inwestycja bez widocznego zwrotu. Drugi rok zaczyna przynosić sygnały. Trzeci – efekty których nie da się już ignorować.
Czy warto zaczynać jeśli nie mam czasu na regularne publikowanie?
Nieregularnie jest lepiej niż wcale – ale tylko trochę. Marka budowana raz na miesiąc rośnie bardzo wolno i algorytmy jej nie pomagają. Minimum które ma sens to jeden wartościowy post tygodniowo. Jeśli nie masz na to czasu teraz – zacznij planować kiedy będziesz mieć. Nie zaczynaj z impetem który skończy się wypaleniem po trzech tygodniach. To jest maraton, nie sprint.
Co zrobić gdy po sześciu miesiącach nadal nic się nie dzieje?
Zadaj sobie trzy pytania. Czy piszę do konkretnej osoby z konkretnym problemem czy do abstrakcyjnej "branży"? Czy moje treści mają wyraźny kąt widzenia który jest mój – czy są poprawne ale nijake? Czy jestem regularny czy publikuję gdy mam natchnienie? Zazwyczaj odpowiedź na jedno z tych pytań wyjaśnia dlaczego płaskowyż trwa dłużej niż powinien. Algorytm nie jest jedynym winnym. Treść też jest.
Artykuł powstał przy wsparciu AI. Weryfikacja merytoryczna i redakcja: Damian Bielecki