
Typowy atypowy: dziecinny jak autystyk
Share
Chyba najbardziej stereotypowy element spektrum autyzmu. Jak chce się pokazać kogoś jako odludka, nerda lub autystyka to mówi się że ma całe mieszkanie zawalone w figurkach. Jak chcemy zrobić z niego życiową ofiarę to jako figurki dajemy bohaterki z anime w bardzo rubasznych pozach.
Jak to właściwie jest z tymi figurkami? Każdy je ma? To musi być coś figurkowego lub "budowlanego" jak lego?
CEEEEEEEL
Tak jak w RODO - zawsze musimy mieć w głowie cel lub zainteresowanie. Każda osoba w spektrum je posiada i nie tylko jako wpis w CV "bo może się przyda" ale coś co jest dla nas faktycznie istotne. Oddajemy się temu w pełni i nie obchodzą nas kwestie kosztów czy wpływu na innych.
U mnie? Niezmiennie od 7 lat RODO, od roku chłonę też dużo wiedzy o social media i rozwijaniu wizerunku. Jak znajde kogoś równie zainteresowanego to możemy przegadać nawet cały dzień.
Tutaj nie ma zbyt dużo zbieractwa, nie mam nawet wydrukowanego RODO (WSTYD!). Mam jednak wkute na blache masę wytycznych EROD, decyzji lub wytycznych organu. Lubie to czytać, i jak pojawia się coś nowego to od razu to chłonę.
To jak z tym zbieractwem?
W moim życiu były różne rzeczy które zbierałem lub sobie nie żałowałem.
- Magic the gathering - każdy w naszej podstawówce grał. Chciałem sam zbierać karty i grać. Jako osoba mieszkająca 60 km od Warszawy, z nie za bardzo zamożnej rodziny mogłem sobie tylko pomarzyć o ich zbieraniu. Miałem kilka prób w życiu ale zwyczaj zamarł. Mam wciaz swoją talię i karty. Próbowałem też innych łatwiej dostępnych (bo piraconych) karcianek jak yu-gi-oh czy duel masters ale nie było nawet w połowie tak fajne i popularne.
- Warhammer 40k - dwa razy próbowałem. Lubiłem je sklejać, zawsze chciałem próbować modelarstwa, oprócz problemów zarobkowych tutaj głównym problemem były moje dyspraksyjne rączki. Kompletnie nie umiałem malować.
- Gry komputerowe - tego faktycznie miałem i nadal mam (w formie cyfrowej) baaardzo dużo. Teraz rzadko kiedy coś kupie. Gry AAA są drogie i niewarte swojej ceny i wole poczekać na przeceny lub gry indie. 70% czasu grania spedzam na grach paradoxu (teraz strasznie dużo gram w EU IV) albo xcom: ground defence - Grze która jest starsza ode mnie.
- "Skórki" - pewnie kojarzycie wasze dzieci jak ciągle chcą dostawać V-Dolce na prezent. Ja też kupowałem i zbierałem skórki. Głównie do DOTA 2 i HOTS oraz przez chwilę LOLa (nie podobał mi się).
- Ksiązki - to chyba najdłużej istniejąca maniera zbieractwa. Nie umialem odmówić sobie książek, nieważne ile miałem pieniędzy zawsze coś musiałem kupić. Okres studiów i przebywanie w pociągu pozwalało mi przeciętnie kończyć książke w 2-3 dni. Koniec studiów, zalanie tekstem w pracy i tani internet w telefonie praktycznie całkowicie zabił mi ten zwyczaj. Teraz czytam głównie na wakacjach.
- Jedzenie - tak, to też przejaw celowości atypowego. Powiedziałem sobie że nie będe sobie żałować jedzenia. Lubie dobrze zjeść w restauracji. Jest to podwójnie zabawne bo tak jak wielu atypowych nie przeszkadzają mi skrajności - w domu będe przez miesiąc żywił sie frytkami z piekarnika których czasem zapomne nawet posolić.
Nic własciwie nie zbieram. Wszystko przemineło i został tylko minimalizm. Gdyby nie urodziny i zrzutka od żony, to nadal miałbym stary 13-15 letni komputer do grania. Pewnie dałoby się znaleźć inne mniejsze lub większe przejawy zbieractwa - artykuły w socialach, rolki, obrazy generowane w AI, no ale to jest coś czego raczej w serialach nie zobaczycie i też nie skojarzycie z atypowością.
Ale co z tymi figurkami?
Atypowy nie wstydzi się tego co lubi. Atypowy ma w głębokim poważaniu co inni sądzą o jego hobby. W społeczeństwie gry komputerowe, figurki (szczególnie "japońskie"), samochodziki lub modele wciąz kojarzą się z czymś dziecinnym. Wielu przeżywa szok jak słyszy ceny tych produktów.
To nie jest przejaw dziecinności, to przejaw tego jak bardzo można coś pokochać i się temu oddać. Inna sprawa że łatwo wtedy zapomnieć o bożym świecie...
Podsumowanie – co z tą dziecinnością? 🎯
Jeśli jesteś w spektrum: To, że słyszysz o sobie, że jesteś „dziecinny”, najczęściej nie mówi nic o Tobie – ale bardzo dużo o oczekiwaniach innych ludzi.
To, że masz pasję. Że lubisz kolekcjonować. Że potrafisz spędzić 100 godzin w jednej grze albo przeczytać wszystkie dostępne wytyczne EROD – to nie wada. To znak, że masz swój cel i umiesz się zaangażować.
Nie musisz się wstydzić swoich zainteresowań – nawet jeśli dla innych wydają się dziwne, niepoważne albo „zbyt młodzieżowe”. Nie musisz ich tłumaczyć ani usprawiedliwiać. Ważne, byś czuł, że to Twoje.
I pamiętaj – to, że coś się zmienia (np. zbiory, nawyki, pasje) nie znaczy, że coś tracisz. To znaczy, że nadszedł czas na coś innego.
Jeśli jesteś neurotypowy: Zanim nazwiesz kogoś „dziecinnym”, zatrzymaj się. Może to, co widzisz, to nie dziecięca niedojrzałość, tylko koncentracja, systematyczność i spójność w działaniu.
Ludzie w spektrum często kochają konkretnie i konsekwentnie. To nie są „fazy”. To nie są „dziwactwa”. To jest tożsamość.
I może się zdarzyć, że osoba, którą dziś oceniasz za „figurki na półce”, jutro będzie Twoim ekspertem od RODO, najlepszym analitykiem albo najwierniejszym współpracownikiem – właśnie dlatego, że potrafi być wierna temu, co naprawdę ją interesuje.
Rozumienie różnic to nie kwestia tolerancji. To kwestia szacunku i ciekawości.
Bo każdy z nas coś kiedyś kolekcjonował. Pytanie tylko, czy ktoś Ci wtedy powiedział, że to nie jest porządku.