Typowy Atypowy: Ten o presji społecznej

Typowy Atypowy: Ten o presji społecznej

To miał być jednorazowy, sobotni „strzał”. Zanim jednak przysiadłem do pisania, zdążyłem się trochę uspokoić. Doszedłem do wniosku, że warto ten temat wpleść w środową serię – bo to, jaki jestem, na pewno ma znaczenie. Choć trudno powiedzieć, jakie dokładnie.

Alternatywny tytuł? „Za bogaty na wsparcie, za biedny na samodzielność. O piekle klasy średniej.”


Piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami

Życie w klasie średniej to często życie w cieniu cudzych oczekiwań. Ani biedny, ani bogaty. Ani swój, ani wolny.

Całe życie słyszałem, co powinienem robić – ze swoim czasem, życiem, wyborami. Każde rodzinne spotkanie czy rozmowa ze znajomymi sprowadzała się do serii pytań, rad i sugestii. Oto kilka kategorii:

Rozwojowo

  • Zrób maturę, bo inaczej zostaniesz śmieciarzem.” – regularne motto przez cały okres szkolny.
  • Idź na studia. To najważniejsze.
  • RODO to chwilowa moda, lepiej idź na aplikację. Mecenasów się szanuje.
  • Występ w telewizji? Fajny, ale doktorat to dopiero coś.

 

Zawodowo

  • „Po co zmieniasz pracę? Przecież dobrze Ci tam.”
  • „Za mało się starasz – bez nadgodzin nikt Cię nie doceni.”
  • „Nie boisz się tak często zmieniać pracy?”
  • „A co, jeśli Cię nie przyjmą, a już złożysz wypowiedzenie?”
  • „Po co Ci własna firma?”
  • „Ty to jesteś pracoholik. Może pora zwolnić?”

 

Życiowo

  • "Studia już są – to może czas na mieszkanie?”
  • „Tyle lat razem – może wesele?”
  • „Nie za drogie to wasze wesele? Nie wystarczy symboliczne?”
  • „Po co wesele teraz? Najpierw mieszkanie.”
  • „Po co Wam takie mieszkanie? Wystarczy coś pod Warszawą.”
  • „Szkoda tych zębów, ale teraz? Może poczekaj z leczeniem do kredytu na mieszkanie…”

 

Mam wadę zgryzu, tracę powoli zęby. Nie mam już własnych jedynek, a uśmiech to dla mnie kompleks. Przeraża mnie, że takie słowa usłyszałem od kogoś bliskiego.

  • „Wykończcie mieszkanie – to najważniejsze.”
  • „Kiedy dziecko?” – tekst, który pewnie wkrótce zacznę słyszeć regularnie.
  • „Jesteś abstynentem? Po co?”
  • „Jedno piwo to nie alkohol.”
  • „Są moje urodziny – i nie napijesz się?”
  • „Nie pijesz od dwóch lat? A... napijesz się dzisiaj?”
  • „Nie bądź taki sztywny. Żona zabrania? Napij się.”
  • „Powinniśmy się częściej widywać.”

 

Hobbystycznie

  • „Już jesteś za stary na gry.”
  • „Po co Ci ten japoński?”
  • „Nauka śpiewu? Lepiej odkładaj na kredyt.”
  • „Zamiast kupować te boxy i śmieciowe jedzenie, gotuj sam – będzie na kredyt.”
  • „Po co Ci trener osobisty? Lepszy odpoczynek w domu albo... oszczędzanie na kredyt.”
  • „Oszalałeś z tymi like’ami i obserwacjami. Zajmij się czymś poważnym.”

 

To jak drabina eskalacyjna. Każdy pokonany szczebel uruchamiał kolejną rundę rad i oczekiwań. Z biegiem lat narastało to coraz bardziej – szczególnie po „pójściu na swoje”. Nie dlatego, że nagle stałem się dorosły, ale dlatego, że zacząłem walczyć o własny styl życia. I to, jak się okazuje, jest nie do zaakceptowania przez wielu.

Co ciekawe – najmniej rad usłyszałem od ludzi z pracy. Myślę, że to nie było spowodowane znieczulicą tylko wręcz odwrotnie - empatia. Sami byli w podobnej sytuacji i dobrze wiedzieli, jak to wszystko potrafi być wyczerpujące. Może dlatego dziś najłatwiej dogaduję się właśnie z nimi.


Być sobą wśród cudzych planów

Jako osoba atypowa mam w głębokim poważaniu cudze wizje mojego życia. Idę swoją drogą. Przeraża mnie jednak to, że wielu neurotypowych ludzi naprawdę żyje pod taką presją. To musi być piekielnie trudne.

Ale muszę też uderzyć się w pierś. Lata słuchania tych „dobrych rad” zrobiły swoje. Sam też często zaczynam od szukania, co poprawić, zamiast cieszyć się tym, co już jest.

Na zakończenie – fragment piosenki, której się uczę. Może mało znana, ale dla mnie znacząca:

  • Bo ja chcę nareszcie zacząć żyć,
  • Pełną piersią, z całych sił.
  • Chcę być wolny i znać szczęścia smak.
  • I nie mówcie, że nie zmieniam się,
  • Taki sam wasz każdy dzień.
  • Jestem sobą i jestem kimś,
  • Jestem tu i jestem kimś…

 

Tego Wam życzę, czytelnicy.

Abyście pamiętali, że jesteście kimś.


Przebodźcowanie – piekło pokolenia

Wydaje mi się że osoby w klasie średniej to ci, którzy dostali wsparcie od rodziców tak duże że rodzice kontrolują ich życie, lub zbyt małe aby mogli w pełni samodzielnie decydować o swoich.

Przykładowo są to osoby które nie dostały kawalerki, tylko wkład do kawalerki. Dzieki temu mogą się cieszyć już życiem "na swoim" ale wciąz z dużym łańcuchem który ogranicza ich ruchy.

Gdy dostało się zbyt dużę wsparcie od rodziców i zaczynają kontrolować nasze życie to oczywiście problemem jest to że nie możemy robić tego co chcemy ale też dostajemy rady i polecania od ludzi pochodzących z innego, niepasującego do obecnych czasów pokolenia. Jakkolwiek mądrzy mogą być nasi rodzice, 20-30 lat różnicy robi swoje i nie da się wczuć i zrozumieć sytuacji.

Są to osoby żyjące w ciągłym ruchu, ciągle kombinujące:

  • jak nie zniszczyć swojego zdrowia fizycznego i psychicznego
  • jak nie zniszczyć swojego związku
  • jak nie zbankrutować
  • jak pozostać sobą

 

Nie bez powodu memy o energolach, płazie na rogu oraz pewnym góralskim piwie cieszą się taką popularnością - to generacja zajechana, ale inaczej niż nasi rodzice. Dzietność? Nic dziwnego, że spada. W drabinie oczekiwań dziecko to ostatni stopień. A wielu nawet nie chce tam dojść.


Bo tego czasu jest mało...

Ilość wolnych weekendów mogę zapewne policzyć na palcach obu rąk... i to chyba z dodaniem wyjazdów wakacyjnych. Strzelam że zamknę się w 6-8 weekendach.

Skąd taka magiczna liczba?

  • Urodziny i imieniny
  • Uroczystości kościelne (chrzty, komunie, śluby)
  • Spotkania rodzinne
  • Spotkania "po dłuższej przerwie"

 

I nagle magicznie okazuje się że aby utrzymać relacje z bliskimi i nikogo nie urazić, sam nie posiadam wolnych dni. Pamiętajmy że nie wypada wychodzić za wcześnie i trzeba uszanować żę ktoś w sobotę może być zajęty więc spotkanie może być w niedziele do godz. 23:00 + powrót do domu.

Dodajmy też zakaz niedzieli handlowych. Nie wiem czy słusznie czy nie. Wiem natomiast że mogę sobie z grafiku wyciąć pół dnia z wolnego. Jestem też migrenowcem i istnieje jakieś 50% szans na to że resztę dnia stracę na proszkach przeciwbólowych w łóżku.


Podsumowanie

Presja społeczna nie musi krzyczeć. Czasem mówi szeptem, z uśmiechem. Ale potrafi dusić.

Bycie sobą w świecie cudzych planów to akt odwagi. I może największym luksusem naszego pokolenia nie będzie dom, dziecko ani samochód. Tylko cisza i wolna sobota

Powrót do blogu

Zostaw komentarz