"Zapisy w umowie" czy "postanowienia"? Dlaczego i czy prawniczy snobizm psuje komunikację w biznesie

"Zapisy w umowie" czy "postanowienia"? Dlaczego i czy prawniczy snobizm psuje komunikację w biznesie

„Zapisy to są w testamencie. W umowie masz postanowienia”. Jeśli pracujesz w korporacji, dziale prawnym lub compliance, to jest szansa że słyszałeś to zdanie setki razy. Wygłaszane zazwyczaj z lekkim, wyższościowym uśmiechem kogoś, kto właśnie uratował świat przed językową apokalipsą. Słyszałem to tak często, że dziś samo włącza mi się w głowie niczym błąd krytyczny systemu, gdy tylko ktoś użyje „złego” słowa. Pytanie brzmi: czy to czepialstwo ma w ogóle sens?

Zastanówmy się na chłodno, gdzie leży granica między merytoryczną precyzją, która chroni firmę, a zwykłym, akademickim ego, które tylko utrudnia transfer informacji.

Zapis umowny – błąd, którego nie ma w ustawie

Kiedy na jednym ze spotkań rzuciłem hasłem „zapis w umowie”, cała sala spojrzała na mnie tak, jakbym właśnie sformatował im główny serwer. Automatycznie zostałem poprawiony na „postanowienie”.

Problem polega na tym, że to prawniczy mit. W języku potocznym, a nawet w wielu pismach urzędowych, „zapis umowny” funkcjonuje i ma się świetnie. Co więcej, w kodeksach nie ma żadnego twardego przepisu, który zakazywałby używania tego słowa w odniesieniu do kontraktów. To po prostu dogmat środowiska prawniczego. Wszyscy powtarzają, że powinno się mówić „postanowienia”, więc stało się to niepisanym prawem.

Kiedy ktoś mówi „sprawdź ten zapis w umowie”, każdy człowiek w pokoju – od zarządu po IT – doskonale wie, o co chodzi. Komunikat został odebrany bez strat. Poprawianie go tylko po to, by brzmieć mądrzej, to zużywanie energii na procesy w tle, które nie przynoszą biznesowi żadnej wartości.

Kiedy włączam tryb twardego IOD-a (Precyzja ma znaczenie)

Żeby było jasne: nie jestem wrogiem precyzji. Jako Inspektor Ochrony Danych doskonale wiem, że są miejsca, gdzie użycie złego słowa potrafi wysadzić w powietrze cały proces i wygenerować karę od UODO.

Kiedy rozmawiam z innym prawnikiem, audytorem albo piszę dokumentację, tryb analityczny działa na 100%. Wtedy absolutnie pilnuję, czy mówię o powierzeniu danych (kiedy inna firma przetwarza dane w moim imieniu), czy o ich udostępnieniu (kiedy inna firma staje się niezależnym administratorem).

Jeśli w umowie B2B pomylisz powierzenie z udostępnieniem, to tak, jakbyś w kodzie programu zamiast znaku „równa się” postawił „razy”. Cała logika RODO się sypie, a firma wystawia się na ryzyko. Tu nie ma miejsca na elastyczność.

Legal Design dla warstwy białkowej

Zupełnie inaczej wygląda to, gdy zamykam arkusze kalkulacyjne i idę porozmawiać z pracownikiem z działu obsługi klienta albo piszę klauzulę dla zwykłego konsumenta.

Jeśli zacznę tłumaczyć kasjerowi różnicę między podmiotem przetwarzającym a niezależnym administratorem, to po 15 sekundach jego mózg wyłączy nasłuchiwanie. I słusznie, bo to dla niego szum informacyjny. W takiej sytuacji wyłączam prawniczy słownik i mówię po prostu: „Pamiętaj, że ta druga firma ma dostęp do naszych danych”.

To wszystko, co musi wiedzieć, by system zadziałał poprawnie.

Komunikacja to transfer danych, nie konkurs recytatorski

Nie chodzi o to, żeby spłycać przekaz i robić z prawa papkę. Chodzi o tzw. Legal Design – projektowanie treści prawnych tak, by ich odbiorca w ogóle był w stanie je przetworzyć. Celem komunikacji w biznesie jest skuteczne dowiezienie informacji z punktu A do punktu B, a nie udowadnianie innym, że przeczytało się więcej podręczników.

Gdy widzę prawników, którzy na siłę katują pracowników i klientów niezrozumiałym żargonem, widzę błąd w architekturze zarządzania.


Artykuły stanowią "wydłużoną wersję" najpopularniejszych treści tworzonych przeze mnie w innych serwisach social media. Artykuł oraz grafika główna powstały przy wsparciu AI.


Powrót do blogu

Zostaw komentarz

Damian Bielecki

Damian Bielecki "Typ od RODO"

Ekspert ds. ochrony danych osobowycgh. Człowiek który postanowił że prawo o ochronie danych nie musi być nudne. W sieci działa jako Typ od RODO – tłumaczy RODO, CyberSec i AI Act językiem który rozumie biznes a nie tylko prawnicy. Ekspert który uzyskał certyfikaty CIPP/E, CIPM i FIP. Jeśli potrzebujesz pomocy z RODO lub marką osobistą – sprawdź jak pracuję wchodząc w linki.